Nie projektuj dziecku kariery
Treść
Nie projektuj dziecku kariery – stwórz mu świat, w którym może odkrywać siebie
W mediach społecznościowych co jakiś czas wracają nagrania, na których rodzina urządza małemu dziecku symboliczny „wybór kariery”. Na dywanie leży kilka wybranych wcześniej rekwizytów. Niemowlę raczkuje w stronę piłki, książki, stetoskopu, kolorowych kredek lub innych przedmiotów, a dorośli przyglądają się z zaciekawieniem, nagrywają telefonami pierwsze ruchy i żartują, że za moment wyjaśni się przyszłość malucha. Sama taka zabawa może być niewinną, ciepłą pamiątką. Problem pojawia się wtedy, gdy dorosły przypisuje tej sytuacji zbyt duże znaczenie. Dziecko chwyta określony przedmiot, a rodzina zaczyna snuć opowieść o konkretnym zawodzie czy ukrytym talencie.
UNICEF, opisując prawa najmłodszych, przypomina, że dziecko nie jest własnością rodziców ani „dorosłym w wersji roboczej”. Jest osobą z własnymi prawami. Rodzice oczywiście prowadzą małe dziecko przez codzienność – wybierają, chronią, decydują i biorą odpowiedzialność. Warto jednak odróżnić troskę od projektowania. Można pragnąć dla malucha bezpieczeństwa, szczęścia i dobrego życia, ale nie warto zamieniać tej troski w planowanie mu drogi z góry.
Jeden wybór dziecka to jeszcze nie przepowiednia
Taki filmik lub rodzinna zabawa same w sobie nie są problemem, dopóki pozostają żartem. Zdanie: „Wybrał piłkę, będzie piłkarzem” może wywołać śmiech przy stole i zostać tylko sympatyczną anegdotą. Warto jednak uważać na moment, w którym rodzinna opowieść zaczyna przyklejać się do dziecka: „On od początku był sportowcem”, „Ona od małego miała być tancerką”, „Widać, że ma przed sobą konkretną drogę”. Wtedy pojedynczy gest raczkującego malucha przestaje być zabawnym wspomnieniem, a zaczyna wpływać na sposób, w jaki dorośli patrzą na dziecko.
Czasem dorosłym trudno oprzeć się pokusie sprawdzenia, czy wybór dziecka był przypadkowy. Maluch raz sięga po piłkę, więc rodzina przestawia przedmioty i powtarza zabawę. Jeśli dziecko znowu wybiera piłkę, łatwo uznać to za znak: „No proszę, jednak przyszły piłkarz”. Tymczasem taki wybór nadal nie mówi nic pewnego o przyszłych zainteresowaniach ani tym bardziej o przyszłej karierze. Piłka mogła być najbardziej kontrastowa, najlepiej widoczna, znajoma lub po prostu najciekawsza sensorycznie.
Badacze z Indiana University Bloomington, analizując codzienne doświadczenia wzrokowe niemowląt, opisują, że najmłodsze dzieci często patrzą na proste wzory i wyraźne kontrasty. W ich polu widzenia mogą więc mocniej wybijać się krawędzie, światło, kształt albo zestawienie kolorów niż znaczenie, jakie opiekun przypisuje samemu przedmiotowi. To, co dorosły odczytuje jako „znak”, może być zwykłą reakcją na bodziec, który najmocniej przyciągnął uwagę dziecka.
Wielu rodziców intuicyjnie to rozumie, a jednak taka historia potrafi zacząć pracować w głowie, kiedy kolejne podobne gesty układają się w potwierdzenie pierwszego żartu. Dziecko może coś wybrać – ale to dorosły decyduje, ile znaczenia temu wyborowi nada.
Dziecko nie jest spełnieniem planów dorosłego
Rodzicielskie marzenia są naturalne. Dorosły chce, żeby dziecku było dobrze – bezpiecznie, spokojnie, szczęśliwie, może łatwiej niż jemu samemu. Czasem w tych wyobrażeniach jest dużo czułości, czasem lęk o przyszłość, a czasem także własne niespełnione plany. Nie zawsze dzieje się to w pełni świadomie. Rodzic może naprawdę chcieć dobra dziecka, a jednocześnie nie zauważyć, że zaczyna patrzeć na nie przez pryzmat własnych nadziei.
Czasem widać to w drobnych reakcjach: dorosły mocniej cieszy się wtedy, gdy dziecko wybiera coś zgodnego z jego wyobrażeniem, a z mniejszą uwagą przyjmuje inne zainteresowania. Częściej podsuwa jedną zabawkę, zapamiętuje głównie te sytuacje, które pasują do rodzinnej opowieści, albo do zwykłych dziecięcych prób dopisuje własny scenariusz. Gdy maluch uczy się chodzić i potyka się przy kolejnych krokach, żartuje: „No dalej, przyszły sportowiec musi ćwiczyć, żeby kiedyś być najszybszy na boisku”. Albo gdy odpycha książeczkę i nie chce jej oglądać, słyszy: „Jak to? Przecież nasz mały naukowiec tak lubi książki”. To nadal może wyglądać niewinnie, ale pokazuje, że opowieść dorosłego zaczyna wyprzedzać obserwację dziecka.
Dlatego warto od czasu do czasu zapytać samego siebie, czy w myśleniu o dziecku jest jeszcze miejsce na jego zmienność, własne tempo i odrębność. Czy zachwyt nad jego zainteresowaniem nie zmienia się w oczekiwanie? Czy rodzinna anegdota nie staje się powoli zadaniem do wykonania? Dziecko nie jest „drugą szansą” rodzica – nie musi naprawiać rodzinnych historii, realizować cudzych ambicji ani spełniać obrazu „dobrego życia”, który powstał jeszcze zanim samo zaczęło mówić. Nie musi być spokojne „po mamie”, wysportowane „po tacie” ani ambitne, „bo u nas w rodzinie wszyscy tacy są”. Nie musi stać się kimś konkretnym, żeby rodzic mógł być z niego dumny.
Kariera to temat dorosłych
Dorosły może rozważać zmianę pracy, przeglądać oferty pracy w Sosnowcu, Krakowie czy Poznaniu i zastanawiać się, jak nowy rytm obowiązków wpłynie na rodzinny kalendarz. Ma do tego doświadczenie, język i świadomość konsekwencji. Rozumie, czym jest wybór zawodowy, z czym się wiąże i jak może zmienić codzienność.
Dziecko w wieku żłobkowym nie potrzebuje planu kariery. Nie myśli o przyszłości w kategoriach zawodu, stabilizacji ani życiowej ścieżki. Jego świat dzieje się tu i teraz – w relacji, zabawie, ruchu, odpoczynku, powtarzaniu i odkrywaniu.
Co naprawdę przygotowuje małe dziecko do przyszłości?
Dziecko najlepiej przygotowuje się do przyszłości wtedy, gdy może dobrze przeżywać teraźniejszość. Dlatego jeśli chcemy myśleć o przyszłości dziecka, warto na chwilę odłożyć pytanie: „Kim ono będzie?”. W pierwszych latach życia więcej sensu ma myślenie o tym, w jakich warunkach maluch może dziś rosnąć, próbować i czuć się bezpiecznie.
Podobny sposób myślenia widać w materiałach Center on the Developing Child, ośrodka działającego przy Uniwersytecie Harvarda. Rozwój mózgu jest tam opisywany jako proces, na który wpływają pierwsze doświadczenia, relacje z opiekunami i codzienne interakcje. Uważna, reagująca obecność dorosłego, poczucie bezpieczeństwa i odpowiedź na potrzeby dziecka wspierają późniejsze uczenie się, zachowanie, zdrowie i dobrostan.
W przypadku niemowlęcia i małego dziecka takie doświadczenia dzieją się w zwykłych, codziennych sytuacjach. Dorosły odpowiada na płacz, naśladuje dźwięk, podaje zabawkę, nazywa to, co dziecko pokazuje palcem, czeka na jego reakcję i pozwala powtórzyć tę samą czynność kilka razy. Może też stwarzać okazje do różnych doświadczeń: proponować książeczki, piłkę, klocki, zabawy z wodą, słuchanie muzyki, spacery czy swobodną zabawę na podłodze. Nie po to, żeby sprawdzić, w czym dziecko jest najlepsze, lecz żeby mogło poznawać świat na różne sposoby i stopniowo odkrywać, co je interesuje.
Słowa, które zostawiają dziecku przestrzeń
Jedno zdanie rzucone z czułością zwykle nie ma w sobie nic obciążającego. Zachwyt nad tym, że dziecko długo układa klocki, z radością turla piłkę albo z zaciekawieniem wraca do tej samej książeczki, jest naturalny i potrzebny. Dziecko potrzebuje widzieć w oczach dorosłego radość, uznanie i zainteresowanie tym, co robi. Warto jednak uważać, żeby ciepły komentarz nie przerodził się w etykietę.
Etykieta zawęża spojrzenie. Dorosły zaczyna częściej zauważać to, co pasuje do wcześniejszej opowieści, a łatwiej pomija inne sygnały. Taki język ma znaczenie nawet wtedy, gdy dziecko jest jeszcze bardzo małe. Może nie rozumieć każdego słowa tak jak dorosły, ale słyszy ton, rozpoznaje powtarzające się komunikaty i stopniowo uczy się, jak inni o nim myślą. Słyszy je także otoczenie: babcia, dziadek, ciocia, opiekun czy znajomy. Im częściej dziecko jest nazywane „małym sportowcem”, „małym naukowcem” czy „urodzonym artystą”, tym łatwiej dorosłym patrzeć na nie właśnie przez tę jedną opowieść.
Nie chodzi o to, żeby rezygnować z docenienia malucha. Chodzi raczej o to, żeby zauważać jego zaangażowanie, radość, ciekawość i próbowanie, bez zamykania go w gotowej roli. Można zachwycać się tym, co dziecko robi dzisiaj, zostawiając mu przy tym miejsce na to, że jutro wybierze coś zupełnie innego.
Nie trzeba znać przyszłości dziecka, żeby dobrze je wspierać
Rodzic może zauważać dziecięce powroty do jednej zabawy i cieszyć się nimi, ale nie musi od razu zamieniać ich w plan. Może proponować dziecku różne aktywności, obserwować jego reakcje i zostawiać miejsce na zmianę. Dziecko ma prawo lubić coś intensywnie przez pewien czas, a potem porzucić to bez wyjaśnienia. W pierwszych latach życia to nie brak konsekwencji, tylko naturalny sposób poznawania świata.
Nie trzeba projektować dziecku kariery, żeby dobrze przygotować je do życia. Wystarczy pomagać mu czuć się bezpiecznie, próbować różnych rzeczy, odpoczywać, zmieniać zdanie i stopniowo poznawać siebie. Z takiej codzienności łatwiej kiedyś wybrać własną drogę.
Źródła:
-
https://www.aplikuj.pl/ – Jak wybrać zawód? Predyspozycje i planowanie ścieżki kariery
-
Child rights and why they matter – UNICEF
-
New findings decipher building blocks of infant and AI vision – Indiana University Bloomington, Department of Psychological and Brain Sciences
-
Konwencja o prawach dziecka – Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
-
Brain Architecture: An ongoing process that begins before birth – Center on the Developing Child, Harvard University
-
Serve and Return: Back-and-forth exchanges – Center on the Developing Child, Harvard University
-
What is Nurturing Care? – Nurturing Care for Early Childhood Development
-
Parent Praise to Toddlers Predicts Fourth Grade Academic Achievement via Children’s Incremental Mindsets – E. A. Gunderson, N. S. Sorhagen, S. J. Gripshover i in.
Autor: J.W.
